Legislator Case Law & Legislation
V KK 131/06 AI generated

V KK 131/06 · Sąd Najwyższy

Case Number V KK 131/06
Court / Authority
Jurisdiction Poland (PL)
Outcome postanowienie

Legislator summary

AI generated

Użycie w przepisie art. 167 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.) sformułowania w trybie dokonanym i czasie przeszłym („nie pozwalały”) oznacza, że przy ocenie dopuszczalności podjęcia decyzji o wyznaczeniu ławnika do rozpoznania sprawy uwzględniać należy stan prawny, pod rządami

Legislator headnote

AI generated

art. 148 § 1 k.k, art. 18 § 3 k.k, art. 19 § 1 k.k, art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k, art. 2 § 2 k.p.k, art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k; V KK 131/06 · Sąd Najwyższy: czego nastąpił silny krwotok do układu oddechowego i uduszenie na skutek wykrwawienia się  to jest popełnienie przestępstwa z art. 148 § 1 k.k.

Keywords

AI generated
art. 148 § 1 k.k art. 18 § 3 k.k art. 19 § 1 k.k art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k art. 2 § 2 k.p.k art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k

Cited Legislation

AI generated
art. 148 § 1 k.k
czego nastąpił silny krwotok do układu oddechowego i uduszenie na skutek wykrwawienia się  to jest popełnienie przestępstwa z art. 148 § 1 k.k.
art. 18 § 3 k.k
– to jest popełnienia przestępstwa z art. 18 § 3 k.k.
art. 19 § 1 k.k
z art. 19 § 1 k.k. wymierzył mu karę 8 lat pozbawienia wolności.
art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k
naruszenie prawa procesowego, stanowiące bezwzględną przyczynę odwoławczą określoną w art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k., albowiem skład
art. 2 § 2 k.p.k
naruszenie prawa procesowego, a to art. 2 § 2 k.p.k., albowiem
art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k
naruszenie prawa procesowego, a to art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k., albowiem Sąd pierwszej, jak i drugiej instancji w żadnej mierze nie odniósł
art. 435 k.p.k
naruszenie prawa procesowego, a to art. 435 k.p.k., przez fakt, że
art. 5 § 2 k.p.k
7, czy to w art. 5 § 2 k.p.k.

Need to analyze how this precedent applies to your matter?

Cross-reference this judgment against statutes, commentaries, and subsequent citing case law inside Legislator AI.

Open in Legislator →

Full text

POSTANOWIENIE Z DNIA 11 GRUDNIA 2006 R.

V KK 131/06

Użycie w przepisie art. 167 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.) sformułowania w trybie dokonanym i czasie przeszłym („nie pozwalały”) oznacza, że przy ocenie dopuszczalności podjęcia decyzji o wyznaczeniu ławnika do rozpoznania sprawy uwzględniać należy stan prawny, pod rządami

którego określona osoba nabyła ten status, to jest stan prawny z daty jej

wyboru na ławnika, nawet wówczas, gdy w świetle przepisów ustawy

obecnie obowiązującej dokonanie takiego wyboru nie byłoby już możliwe.

Przewodniczący: sędzia SN S. Zabłocki (sprawozdawca).

Sędziowie SN: K. Cesarz, P. Kalinowski, D. Rysińska,

M. Pietruszyński.

Prokurator Prokuratury Krajowej: K. Parchimowicz.

Sąd Najwyższy orzekając w sprawie Jacka J., skazanego z art. 148 §

1 k.k., po rozpoznaniu w Izbie Karnej na rozprawie w dniu 11 grudnia 2006

r., kasacji wniesionej przez obrońcę skazanego od wyroku Sądu Apelacyjnego w W. z dnia 23 listopada 2005 r., utrzymującego w mocy wyrok Sądu

Okręgowego w O. z dnia 7 kwietnia 2005 r.,

1) oddalił kasację; (...)

Z uzasadnienia:

Aktem oskarżenia z dnia 15 lutego 2002 r. Prokurator Prokuratury

Okręgowej w O. zarzucił Jackowi J. oraz Markowi J., że:

I. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna Niemiec o godzinie 5.45 działając wspólnie i w porozumieniu na polecenie Rupertusa S. oraz w zamiarze pozbawienia życia Ulrike S., przez jednokrotne

uderzenie w lewą część czoła i dwukrotne w tył głowy bliżej nieustalonym

narzędziem oraz przecięcie gardła bliżej nieustalonym narzędziem o cechach broni białej, najprawdopodobniej nożem z zakończeniem tnącym,

spowodował uszkodzenie ciała zazwyczaj zagrażające życiu i zdrowiu

ludzkiemu w postaci rozległej rany ciętej szyi, aż do kręgosłupa szyjnego z

przecięciem obu odgałęzień tętnicy lewej i zranienia krtani, w następstwie

czego nastąpił silny krwotok do układu oddechowego i uduszenie na skutek wykrwawienia się  to jest popełnienie przestępstwa z art. 148 § 1 k.k.

II. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna

Niemiec o godzinie 5.55 działając wspólnie i w porozumieniu na polecenie

Rupertusa S. oraz w zamiarze pozbawienia życia Ursuli L., przez jednokrotne uderzenie w tył głowy bliżej nieustalonym narzędziem oraz przecięcie gardła bliżej nieustalonym narzędziem o cechach broni białej, najprawdopodobniej nożem z zakończeniem tnącym, spowodował uszkodzenie

ciała zazwyczaj zagrażające życiu i zdrowiu ludzkiemu w postaci rozległej

rany ciętej szyi, aż do kręgosłupa szyjnego z przecięciem obu tętnic szyjnych i zranienia krtani, w następstwie czego nastąpił silny krwotok do układu oddechowego i uduszenie na skutek wykrwawienia się  to jest popełnienie przestępstwa z art. 148 § 1 k.k.

III. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna

Niemiec o godzinie 6.00 działając wspólnie i w porozumieniu na polecenie

Rupertusa S. oraz w zamiarze pozbawienia życia Karin L., przez jedno-

krotne uderzenie w skroń bliżej nieustalonym narzędziem oraz przecięcie

gardła bliżej nieustalonym narzędziem o cechach broni białej, najprawdopodobniej nożem z zakończeniem tnącym, spowodował uszkodzenia ciała

zazwyczaj zagrażające życiu i zdrowiu ludzkiemu w postaci rozległej rany

ciętej szyi, aż do kręgosłupa szyjnego z przecięciem tętnicy szyjnej i głównej żyły szyjnej i zranienia krtani, w następstwie czego nastąpił silny krwotok do układu oddechowego i uduszenie na skutek wykrwawienia się  to

jest popełnienie przestępstwa z art. 148 § 1 k.k.

Wyrokiem z dnia 7 kwietnia 2005 r., Sąd Okręgowy w O. uznał

oskarżonego Jacka J. za winnego tego, że:

1. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna

Niemiec, działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, z zamiarem bezpośrednim pozbawił życia Ursulę L., przez zadawanie ciosów narzędziem tępym, tępokrawędzistym i spowodowanie obrażeń w postaci ran

tłuczonych, rąbanych na głowie i w okolicy oczodołowej, uszkodzenie kości

czaszki oraz przez poderżnięcie gardła, aż do kręgosłupa szyjnego i przecięcie naczyń tętnic szyjnych przy użyciu narzędzia ostrego, jednosiecznego o żłobkowanym ostrzu, co doprowadziło do masywnego krwotoku i do

śmierci Ursuli L. na skutek zachłyśnięcia krwią – to jest popełnienia przestępstwa określonego w art. 148 § 1 k.k., i za to na podstawie powołanego

przepisu wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności;

2. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna

Niemiec, działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, z zamiarem bezpośrednim pozbawił życia Ulrikę S., przez zadawanie ciosów narzędziem tępym, tępokrawędzistym i spowodowanie obrażeń w postaci ran

tłuczonych, rąbanych na głowie, w okolicy oka lewego i czoła, uszkodzeń

mózgu i kości czaszki oraz poprzez poderżnięcie gardła, aż do kręgosłupa

szyjnego i przecięcie naczyń tętnic szyjnych, przy użyciu narzędzia ostrego, jednosiecznego o żłobkowanym ostrzu, co doprowadziło do masywne-

go krwotoku i do śmierci Ulriki S. na skutek zachłyśnięcia krwią – to jest

popełnienia przestępstwa określonego w art. 148 § 1 k.k., i za to na podstawie powołanego przepisu wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia

wolności;

3. w dniu 22 września 2000 r. w Bosenhof, Republika Federalna

Niemiec, działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, z zamiarem bezpośrednim pozbawił życia Karin L., przez zadawanie ciosów narzędziem tępym, tępokrawędzistym i spowodowanie obrażeń w postaci ran

tłuczonych, rąbanych na głowie, złamanie kości czaszki oraz poprzez poderżnięcie gardła, aż do kręgosłupa szyjnego i przecięcie naczyń tętniczych i żylnych szyi, przy użyciu narzędzia ostrego, jednosiecznego o żłobkowanym ostrzu, co doprowadziło do masywnego krwotoku i do śmierci

Karin L. na skutek zachłyśnięcia krwią – to jest popełnienia przestępstwa

określonego w art. 148 § 1 k.k., i za to na podstawie powołanego przepisu

wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Jako karę łączną Sąd Okręgowy w O. wymierzył Jackowi J. karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Natomiast drugiego z oskarżonych, to jest Marka J., Sąd Okręgowy w

O. uznał za winnego tego, że działając w okresie od dnia 21 do dnia 22

września 2000 r., przez zapewnienie udzielenia pomocy bratu Jackowi J.,

w celu uniknięcia przez niego odpowiedzialności karnej, a w szczególności

dostarczenia tzw. alibi, ułatwił mu dokonanie w dniu 22 września 2000 r. w

Bosenhof, Republika Federalna Niemiec, zbrodni zabójstw Ursuli L., Ulriki

S. oraz Karin L. – to jest popełnienia przestępstwa z art. 18 § 3 k.k. w

związku z art. 148 § 1 k.k., i za to na podstawie art. 148 § 1 k.k. w związku

z art. 19 § 1 k.k. wymierzył mu karę 8 lat pozbawienia wolności.

Wyrok Sądu Okręgowego w O. z dnia 7 kwietnia 2005 r. został zaskarżony apelacjami: Prokuratora Prokuratury Okręgowej w O., na nieko-

rzyść oskarżonego Marka J., w części dotyczącej rozstrzygnięcia o karze

oraz obrońców obu oskarżonych, w całości na ich korzyść.

Po rozpoznaniu wskazanych wyżej środków odwoławczych, Sąd

Apelacyjny w W., wyrokiem z dnia 23 listopada 2005 r., utrzymał w mocy

zaskarżony wyrok w części dotyczącej oskarżonego Jacka J. oraz uchylił

rozstrzygnięcie w części dotyczącej oskarżonego Marka J. i w tym zakresie

przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w O.

Kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w W. wniósł obrońca z urzędu skazanego Jacka J., zarzucając prawomocnemu rozstrzygnięciu sądu

odwoławczego:

1) naruszenie prawa procesowego, stanowiące bezwzględną przyczynę odwoławczą określoną w art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k., albowiem skład

Sądu Okręgowego nie był należycie obsadzony – zasiadał bowiem w jego

składzie ławnik Joachim F., który w chwili wyznaczenia na tę funkcję miał

przeszło 75 lat, albowiem urodził się w dniu 17 sierpnia 1925 r., czym naruszono art. 158 § 1 pkt 5 ustawy z dnia 21 stycznia 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.);

2) naruszenie prawa procesowego, a to art. 92 i 410 k.p.k., mające

wpływ na treść wydanego w sprawie wyroku, polegające na przyjęciu, że

oskarżony dopuścił się zbrodni zabójstwa, pomimo, iż całokształt materiału

dowodowego nie został uwzględniony przez Sądy wyrokujące w sprawie, a

w szczególności przez pominięcie ustaleń dotyczących opinii biegłego U.,

biegłych Ś. i K., oraz szeregu czynności z oględzin miejsca zbrodni dokonanych przez Krajowy Urząd Kryminalny Nadrenia – Palatynat;

3) naruszenie prawa procesowego, a to art. 2 § 2 k.p.k., albowiem

podstawę rozstrzygnięcia w przypadku zarzutu I aktu oskarżenia powinny

stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne, a nie domniemania i wątpliwej

wartości dowody poszlakowe zgromadzone w sprawie;

4) naruszenie prawa procesowego, a to art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k., albowiem Sąd pierwszej, jak i drugiej instancji w żadnej mierze nie odniósł

się do wyjaśnień oskarżonego złożonych co do jego alibi określonego na

dzień dokonania zbrodni;

5) naruszenie prawa procesowego, a to art. 435 k.p.k., przez fakt, że

Sąd Apelacyjny, jako Sąd odwoławczy nie uchylił zaskarżonego wyroku

Sądu Okręgowego do ponownego rozpoznania, pomimo iż te same względy przemawiają za takowym uchyleniem, także do brata oskarżonego Marka J., co do okoliczności zmierzających do ustalenia sprawców zbrodni

oraz ewentualnego udziału obu braci w jej popełnieniu i podziału ról w popełnieniu przestępstwa;

6) obrazę przepisów prawa procesowego, a to art. 4 i 7 k.p.k., albowiem Sąd pierwszej, jak i drugiej instancji oceniając swobodnie zgromadzony w sprawie materiał dowodowy uwzględnił jedynie okoliczności na

niekorzyść oskarżonego, nie uwzględniając zasad prawidłowego rozumowania, wiedzy i doświadczenia życiowego, naruszył te przepisy postępowania karnego, co miało jednoznaczny wpływ na treść wydanego w sprawie wyroku;

7) obrazę przepisów prawa procesowego, a to art. 5 § 2 k.p.k., albowiem Sąd wyrokując w sprawie, rozstrzygnął nie dające się usunąć wątpliwości na niekorzyść oskarżonego, co niewątpliwie wpłynęło na treść wydanego w sprawie wyroku, a to przez przyjęcie szeregu ustaleń, które nie zostały poparte żadnymi konkretnymi dowodami, a które to stanowią jedynie

zbiór nieuprawnionych domniemań Sądu wyrokującego w sprawie.

W konsekwencji autor skargi kasacyjnej wniósł o:

 uchylenie w całości powyższego wyroku i przekazanie sprawy do

ponownego rozpoznania Sądowi pierwszej instancji (już w tym miejscu zasygnalizować należy, że był to wniosek sformułowany nieprawidłowo pod

względem prawnym, albowiem przekazanie sprawy do ponownego rozpo-

znania Sądowi pierwszej instancji wymagałoby uprzedniego uchylenia

przez Sąd kasacyjny nie tylko wyroku Sądu odwoławczego, ale także i wyroku Sądu a quo) (...).

W pisemnej odpowiedzi na kasację obrońcy Jacka J. Prokurator Prokuratury Apelacyjnej w W. wniósł o oddalenie skargi jako oczywiście bezzasadnej. (...)

Prokurator Prokuratury Krajowej wniósł o oddalenie skargi kasacyjnej.

Rozpoznając niniejszą kasację Sąd Najwyższy zważył, co następuje.

Całkowicie chybiony jest zarzut kasacji, oznaczony wyżej jako pkt 1.,

dotyczący rzekomego wystąpienia w trakcie procedowania przed sądem

pierwszej instancji jednej z tzw. bezwzględnych przyczyn odwoławczych, a

mianowicie tej, o której mowa jest w art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k., w części dotyczącej nienależytej obsady sądu. Wypada w tym miejscu przypomnieć, że

w ocenie autora kasacji do obrazy tego przepisu miało dojść poprzez fakt

zasiadania w składzie sądu a quo ławnika Joachima F., który „w chwili wyznaczenia na tę funkcję miał przeszło 75 lat”, w wyniku czego  zdaniem

skarżącego  „naruszono art. 158 § 1 pkt 5 ustawy prawo o ustroju powszechnym”.

Przechodząc do merytorycznej oceny tego zarzutu, Sąd Najwyższy w

pierwszej kolejności odwołuje się do trafnych wywodów, zamieszczonych w

pisemnej odpowiedzi na skargę, sporządzonej przez Prokuratora Apelacyjnego w W. Słusznie bowiem wywiódł on, że o naruszeniu art. 439 § 1 pkt 2

k.p.k. nie może być w niniejszej sprawie mowy, albowiem w chwili wyboru

(podkreślenie – SN) Joachima F. na trzyletnią kadencję ławnika (to jest w

dniu 14 grudnia 2000 r.), kwestię tę normowały przepisy ustawy z dnia 20

czerwca 1985 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, które – określając wymogi stawiane kandydatom (w art. 132 § 1) – nie przewidywały w

ogóle górnej granicy wieku. Unormowanie dotyczące ograniczeń wieko-

wych pojawiło się dopiero w art. 158 § 1 pkt 5 ustawy z dnia z dnia 27 lipca

2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz.1070 ze

zm.), a więc w już trakcie kadencji Joachima F., po zakończeniu której jego

udział w toczącym się od 2002 r. postępowaniu karnym nadal znajdował

oparcie w treści art. 165 § 2 wskazanej ostatnio ustawy. Zgodnie z tym

ostatnim przepisem po upływie kadencji ławnik może bowiem nadal brać

udział w rozpoznawaniu sprawy rozpoczętej wcześniej z jego udziałem, aż

do czasu jej zakończenia.

Autor skargi kasacyjnej odwołał się więc do chwili „wyznaczenia” Joachima F. do pełnienia funkcji ławnika w niniejszej sprawie, jednocześnie

wskazując jako rzekomo naruszony przepis, który nawiązuje do zupełnie

innej chwili, a mianowicie do momentu „wyboru” na tę funkcję.

Z urzędu Sąd Najwyższy zauważa, że z omawianą problematyką

wiąże się ściśle - nie dostrzeżone ani przez autora skargi kasacyjnej, ani

przez autora odpowiedzi na nią – zagadnienie dotyczące unormowania z

art. 167 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Zgodnie z treścią tego przepisu „w czasie trwania kadencji nie

powołuje się ławnika do pełnienia obowiązków w razie ujawnienia okoliczności, które nie pozwalały na jego wybór (…)”. Bez wątpienia, przepis ten

dotyczy wyznaczenia konkretnego ławnika do składu sądu, który ma rozpoznać określoną sprawę, co jest niczym innym jak pełnieniem przez niego

obowiązków. Decyzja ta  co równie oczywiste  przybiera formę zarządzenia Prezesa sądu (przewodniczącego wydziału, upoważnionego sędziego) o wyznaczeniu rozprawy głównej, z imiennym wskazaniem członków składu sądu. Uprawniona osoba musi zatem – zgodnie z treścią art.

167 § 1 u.s.p.  stwierdzić, czy w odniesieniu do osoby wyznaczanego do

składu sądu ławnika nie istnieją okoliczności (w tym o charakterze prawnym), które „nie pozwalały” na jego wybór. Wobec powyższego należało

rozważyć, czy wskazane „okoliczności”, należy odnosić do stanu prawne-

go, obowiązującego w chwili wyboru na funkcję ławnika, czy też istniejącego w innym momencie, a mianowicie w dacie podejmowania decyzji o wyznaczeniu ławnika do rozpoznawania sprawy. Zdaniem Sądu Najwyższego, wobec jednoznacznego sformułowania przepisu („okoliczności, które

nie pozwalały  podkreślenie SN – na jego wybór”) nie może być wątpliwości, że chodzi tu o takie okoliczności prawne, które występowały ex tunc, a

więc w chwili dokonywania wyboru danej osoby na ławnika, nie zaś takie,

które – wobec zmiany stanu prawnego – zaistniały później (ex nunc). Innymi słowy, użycie w przepisie art. 167 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. –

Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.)

sformułowania w trybie dokonanym i czasie przeszłym („nie pozwalały”)

oznacza, że przy ocenie dopuszczalności podjęcia decyzji o wyznaczeniu

ławnika do rozpoznania sprawy uwzględniać należy stan prawny, pod rządami którego określona osoba nabyła ten status, to jest stan prawny z daty

jej wyboru na ławnika, nawet wówczas, gdy w świetle przepisów ustawy

obecnie obowiązującej dokonanie takiego wyboru nie byłoby już możliwe.

Wywód powyższy należy w całości odnieść do realiów niniejszej

sprawy, na gruncie której nie może być zatem mowy o naruszeniu art. 439

§ 1 pkt 2 k.p.k. w zw. 167 § 1 u.s.p., albowiem ławnik Joachim F. został

wybrany na tę funkcję – jak wyżej wskazano – pod rządami ustawy nie

przewidującej żadnych ograniczeń, co do górnej granicy wieku, zaś wprowadzone w późniejszym czasie rygory nie miały do niego zastosowania.

Przed przejściem do omówienia pozostałych zarzutów skargi kasacyjnej uczynić należy, w związku z treścią zarzutów zawartych w jej punktach 2 – 4 oraz 6 – 7, uwagę o charakterze bardziej ogólnym. Wszystkie te

zarzuty, z uwagi na ich charakter, w istocie kierowane są nie przeciwko

orzeczeniu Sądu odwoławczego, ale przeciwko orzeczeniu Sądu pierwszej

instancji. Co więcej, w obszernych partiach treść skargi kasacyjnej stoi w

sprzeczności z samą istotą postępowania kasacyjnego także i z tego po-

wodu, że autor tej skargi powielił jedynie zarzuty, które wysunięte zostały

już uprzednio przez obrońcę Jacka J. w skardze apelacyjnej. Do zarzutów

tych Sąd Apelacyjny w W. ustosunkował się w sposób co prawda lakoniczny, ale spełniający wymogi art. 457 § 3 k.p.k., do której to okoliczności wypadnie jeszcze powrócić w dalszej części niniejszego uzasadnienia. W tej

sytuacji, ponowne wysuwanie zarzutu rzekomego naruszenia art. 4 i 7

k.p.k. (pkt 6 kasacji), art. 410 (pkt 2 kasacji) i art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k. (pkt 4

kasacji), wobec sformułowania takich samych zarzutów w punkcie pierwszym skargi apelacyjnej, bezspornego faktu, iż sąd odwoławczy nie przeprowadzał we własnym zakresie żadnego uzupełniającego postępowania

dowodowego i bez zgłoszenia w kasacji zarzutu obrazy art. 457 § 3 k.p.k.,

w kontekście treści art. 519 k.p.k.  zgodnie z którym to przepisem kasację

wnosi się od prawomocnego wyroku sądu odwoławczego (podkreślenie –

SN)  stanowi oczywiste nieporozumienie. Zatem po raz kolejny, Sąd Najwyższy zmuszony jest przypomnieć, że nadzwyczajny środek zaskarżenia,

jakim jest kasacja, może być wnoszony jedynie od prawomocnych wyroków

sądów odwoławczych kończących postępowanie, nie mogą zaś być w tej

drodze kwestionowane wyroki pierwszoinstancyjne. Wypada odwołać się w

tej materii do konsekwentnego stanowiska najwyższej instancji sądowej, że

zarzuty podniesione pod adresem orzeczenia sądu pierwszej instancji podlegają rozważeniu przez sąd kasacyjny tylko w takim zakresie, w jakim jest

to nieodzowne dla należytego rozpoznania zarzutów stawianych zaskarżonemu w tym nadzwyczajnym trybie orzeczeniu sądu odwoławczego. Nie

można ich więc rozpatrywać w oderwaniu od zarzutów stawianych orzeczeniu sądu odwoławczego, nie jest bowiem funkcją kontroli kasacyjnej

ponowne – „dublujące” kontrolę apelacyjną – rozpoznawanie zarzutów

stawianych przez skarżącego orzeczeniu sądu pierwszej instancji. Kontrolowanie zaś ich zasadności ma znaczenie wyłącznie jako racja ewentualnego stwierdzenia zasadności i uwzględnienia zarzutów odniesionych do

orzeczenia sądu odwoławczego. Jedynie to ostatnie może bowiem zostać

zaskarżone kasacją (por. precedensowy wyrok Sądu Najwyższego z dnia

28 listopada 1996 r., III KKN 148/96, OSNKW 1997, z. 1-2, poz. 12, a w

ślad za nim cały szereg dalszych judykatów, powszechnie aprobowanych w

piśmiennictwie, w tym we wszystkich ogólnie dostępnych komentarzach do

Kodeksu postępowania karnego).

Dalsze uwagi o charakterze szczegółowym wypada zatem rozpocząć

od omówienia zarzutu z pkt. 5 skargi kasacyjnej, albowiem jest to jedyny

zarzut odnoszący się wprost do orzeczenia Sądu odwoławczego. Zarzut

ten jest jednakże w sposób wręcz oczywisty bezzasadny i zdaje się świadczyć o tym, że autor kasacji nie rozumie samej konstrukcji przepisu art. 435

k.p.k. Przepis ten, co wynika wprost z jego brzmienia, może mieć bowiem

zastosowanie jedynie w sytuacji, gdy zaistnieje potrzeba orzekania poza

podmiotowymi granicami zaskarżenia. Co do zasady, idzie więc o sytuacje,

gdy zachodzi potrzeba zagwarantowania wewnętrznej sprawiedliwości

orzeczenia, zaś brak jest skutecznie wniesionego środka odwoławczego

odnoszącego się do jednego ze współoskarżonych. Innymi słowy rzecz ujmując, orzekanie poza podmiotowymi granicami zaskarżenia na podstawie

przepisu powołanego przez obrońcę Jacka J. następować może w stosunku do tych części orzeczenia pierwszoinstancyjnego, które na skutek ich

niezaskarżenia uzyskały cechę prawomocności (por. P. Hofmański, E. Sadzik, K. Zgryzek: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, Warszawa

2004, t. II, s. 590 i wskazana tam dalsza literatura przedmiotu). W sprawie

niniejszej taka sytuacja procesowa w ogóle nie miała miejsca, albowiem

orzeczenie Sądu pierwszej instancji zostało zaskarżone w całości (podkreślenie – SN) nie tylko na korzyść współoskarżonego Marka J., ale także i

na korzyść Jacka J. Tak więc, w odniesieniu do osoby Jacka J. wyrok Sądu

Okręgowego w O. nie posiadał w jakimkolwiek zakresie cechy prawomocności. Aby ukazać miarę niezrozumienia przez obrońcę istoty instytucji

przewidzianej w art. 435 k.p.k. warto nadto przypomnieć, że wyrok Sądu

pierwszej instancji został w niniejszej sprawie zaskarżony w odniesieniu do

obu oskarżonych w tych samych granicach i na podstawie tych samych zarzutów (podkreślenie – SN). Tak więc, przy rozpoznawaniu skarg apelacyjnych w odniesieniu do obu braci J., Sąd Apelacyjny w W. zobligowany był

do rozpoznania ich w tych samych granicach i pod kątem tych samych zarzutów. Zatem twierdzenie nie tylko o potrzebie, ale i o możliwości sięgania

przez Sąd odwoławczy po instytucję określoną w art. 435 k.p.k., a w konsekwencji i o możliwości naruszenia przez ten Sąd tego właśnie przepisu,

jest oczywiście bezzasadne. Gdyby bowiem istotnie za uchyleniem wyroku

na rzecz także i Jacka J. przemawiały „te same względy”, które zadecydowały o takiej decyzji podjętej wobec Marka J., niepotrzebne byłoby sięganie

do konstrukcji przepisu art. 435 k.p.k., albowiem podjęcie takiego rozstrzygnięcia możliwe było w granicach skargi i na podstawie zarzutów apelacji

wniesionej na korzyść Jacka J. Konfiguracja materiału dowodowego, który

został zgromadzony przeciwko oskarżonemu Markowi J., jest po prostu inna od tej, jaką należy uwzględnić przy rozpoznawaniu sytuacji procesowej

drugiego z braci, to jest objętego niniejszą skargą kasacyjną Jacka J. Sąd

Apelacyjny dał temu wyraz omawiając z jednej strony zarzuty skargi apelacyjnej w aspekcie osoby Jacka J. , z drugiej zaś strony w odniesieniu do

osoby Marka J.

Zarzutowi z pkt. 3 kasacji, w którym wskazano jako naruszony przepis art. 2 § 2 k.p.k., oraz zarzutowi z pkt 6 w tej części, w której wskazano

jako naruszony przepis art. 4 k.p.k., poświęcić należy jedno tylko zdanie

komentarza. Doceniając wagę dyrektyw określonych w art. 2 § 2 k.p.k. i w

art. 4 k.p.k., po raz kolejny wskazać trzeba, że w orzecznictwie Sądu Najwyższego konsekwentnie prezentowany jest pogląd, iż zarzut obrazy prawa procesowego powinien opierać się na naruszeniu norm tworzących

konkretne nakazy lub zakazy, a nie norm o charakterze ogólnym, taki zaś

charakter mają właśnie art. 2 § 2 k.p.k. i art. 4 k.p.k. (tak już na gruncie Kodeksu postępowania karnego z 1969 r. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 25

stycznia 1971 r., IV KR 247/70, OSNKW 1971, z. 7-8, poz. 117, zaś na

gruncie nowego Kodeksu postępowania karnego Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 24 września 1998 r., II Aka 162/98, KZS 1998, z. 10,

poz. 30; Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 8 października 1998 r., III KKN

282/97, OSPriPr 1999, z. 2, poz. 5; Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z

dnia 7 lutego 2001 r., II Aka 269/00, OSPriPr 2002, z. 10, poz. 18; Sąd

Najwyższy w: postanowieniu z dnia 16 marca 2001 r., V KKN 19/99, LEX nr

51668 ; tezie 1 wyroku z dnia 29 marca 2001 r., II KKN 298/98, LEX nr

51382, postanowieniu z dnia 21 grudnia 2001 r., III KKN 443/98, LEX nr

52010, w tezie 1 postanowienia z dnia 13 maja 2002 r., V KKN 90/01, LEX

nr 53913). Dodać jedynie trzeba, że zapatrywanie to znajduje powszechną

aprobatę w piśmiennictwie prawniczym i we wszystkich komentarzach.

Tym samym stopniem bezzasadności cechuje się zarzut rzekomego

naruszenia przepisów art. 92 i 410 k.p.k., mającego polegać na przyjęciu,

że oskarżony dopuścił się zbrodni zabójstwa, pomimo tego, iż całokształt

materiału dowodowego nie został uwzględniony przez Sądy wyrokujące w

sprawie. Autor kasacji uzasadniając ten zarzut twierdzi, że do naruszenia

wskazanych przepisów miało dojść „…w szczególności poprzez pominięcie

ustaleń dotyczących opinii biegłego U., biegłych Ś. i K., oraz szeregu czynności z oględzin miejsca zbrodni dokonanych przez Krajowy Urząd Kryminalny Nadrenia – Palatynat”. Jeśli uwzględni się jednak uzasadnienie skargi dojść należy do jednoznacznego wniosku, że jej autor bądź to nieświadomie, bądź instrumentalnie, nie rozróżnia dwóch kwestii – pominięcia

określonych ustaleń od odmiennej ich interpretacji lub też odmiennej oceny

ich wagi dla rozstrzygnięcia sprawy. W niektórych swych stwierdzeniach

autor skargi jest zaś, niestety, wręcz nierzetelny. Nawiązując do szczegółów, do których odwołuje się obrońca (większość z nich została już zresztą

poddana prawidłowej ocenie przez Sąd Apelacyjny), stwierdzić należy, co

następuje.

Żadnego znaczenia, wbrew twierdzeniom obrony, nie ma fakt, że

biegły prof. Reinhard U., który dokonywał oględzin zwłok ofiar przestępstwa, nie odnotował w pobliżu zwłok Urszuli L. kartonowej osłony ostrza

noża, na której ujawniono odciski palców skazanego Jacka J. Po pierwsze,

nie jest prawdą, że orzekające Sądy ustalenie to pominęły. Po drugie, całkowicie zasadnie zwróciły one uwagę na to, że biegły prof. U. jest medykiem sądowym, a zatem koncentrował swą uwagę na śladach medycznych,

nie zaś kryminalistycznych, a więc nawet gdyby technicy policyjni nie zabezpieczyli do momentu jego przybycia tego śladu kryminalistycznego,

mógł nie zwrócić nań uwagi (wynika to wprost z depozycji tego biegłego:

„Takimi przedmiotami nie zajmowałem się na miejscu zdarzenia” i „Zajmowałem się zwłokami i śladami pochodzenia biologicznego”). Po trzecie, w

związku ze specjalnością tego biegłego, równie prawdopodobne jest to, że

technicy policyjni  po wcześniejszym dostrzeżeniu śladu daktyloskopijnego  ten kartonik-osłonę zabezpieczyli, w celu przekazania go do badań

właściwemu specjaliście (biegły stwierdził wyraźnie: „Przede mną była ekipa policji, która się tym zajmowała”). Ekspertyzę daktyloskopijną wykonywał wszak całkiem inny biegły. Nadużyciem ze strony obrońcy jest zaś

eksponowanie faktu, że biegły prof. U. „wykluczył, iżby ten kartonik mógł

stanowić okładkę na narzędzie zbrodni”, zaś „w podobnym duchu wypowiedział się biegły dr Jerzy K.” Tego rodzaju stwierdzenia zawierają bowiem sugestię, jakoby sądy poczyniły w tej mierze odmienne ustalenia faktyczne. Tymczasem już Sąd Okręgowy prawidłowo ustalił, że „pozostawiony kartonik to niekoniecznie okładka na narzędzie użyte przy zadaniu

śmiertelnych ran ciętych” i nadał temu dowodowi zupełnie inne znaczenie,

do którego wypadnie jeszcze powrócić w dalszej części uzasadnienia niniejszego postanowienia. W dalszym wywodzie Sąd Najwyższy powróci

także do całkowicie dowolnej sugestii obrońcy, jakoby dowód ten miał być

sfabrykowany przez policję niemiecką bądź niezidentyfikowaną osobę trzecią.

Całkowicie dowolne są również wywody obrońcy nawiązujące do tego, że między mieszkaniem Urszuli L. i Ulriki S. „nie ma żadnych śladów

krwi oskarżonego”. Także i ten fakt nie pozostał poza orbitą rozważań sądów. Okoliczność ta nie może jednak, jak chce tego obrońca, świadczyć o

braku obecności Jacka J. na miejscu zbrodni, albowiem równie logicznie

można ją wytłumaczyć faktem, że krwawienie było niewielkie i zatem nie

zostało dostrzeżone jako odrębny ślad kryminalistyczny w terenie otwartym, na którym naniesionych było wiele masywnych śladów krwi pochodzących od ofiar, zaś zwrócono nań uwagę w charakterystycznym miejscu, jakim były białe kafelki podłogi, położone tam, gdzie nie powinna znajdować

się krew ofiar. O tezie obrońcy, że biegli dr Jacek M. i Krzysztof K. „nie byli

w stanie wskazać w jednoznaczny sposób, czy ślady krwi zabezpieczone

na miejscu zbrodni zostały pozostawione przez Jacka J.” mowa będzie

przy omawianiu zarzutu naruszenia art. 7 k.p.k.

Wysoce nierzetelny jest zarzut, że sądy nie wzięły pod uwagę tego, iż

użytkownikiem plastrów znalezionych przy apteczce „z pewnością nie był

Jacek J., co powinno wykluczać jego zranienie w dniu zabójstwa”, skoro w

świetle przeprowadzonych ekspertyz nie można było po prostu ustalić, kto

posługiwał się owymi plastrami. Tak więc dowód ten miał całkowicie neutralne znaczenie, nie zaś cechę wykluczającą.

Równie nierzetelne jest stwierdzenie obrońcy, zgodnie z którym biegli

dokonujący oględzin ciała Jacka J. „wykluczyli, iżby oskarżony posiadał jakiekolwiek rany bądź blizny o charakterze kąsanym, mogące pochodzić od

pogryzienia przez psa S.”, skoro ze sprawozdania biegłych wynika jedynie

to, że z uwagi na termin przeprowadzania oględzin „nie da się ustalić ani

czasu, ani mechanizmu powstania blizn”, które stwierdzono na różnych

częściach ciała oskarżonego, zaś „żadna z blizn nie ma typowego charakteru po ranie czy ranach kąsanych”. Na marginesie, już w tym miejscu zasygnalizować należy, a do stwierdzenia tego powróci Sąd Najwyższy w

dalszej części uzasadnienia, że ustalenie, czy Jacek J. został ugryziony

przez psa, czy też do naruszenia ciągłości tkanki jego ciała doszło co

prawda w dniu zbrodni, ale w innych okolicznościach, nie ma dla niniejszej

sprawy żadnego znaczenia i nie powinno być w kategoryczny sposób

przesądzane. W nawiązaniu do tej samej okoliczności podkreślić trzeba, że

jawnie nierzetelne jest też stwierdzenie obrońcy, iż Jacek J. „nie miał żadnych oznak skaleczenia”, bowiem odpowiadającym materiałowi dowodowemu byłoby stwierdzenie, że jedyny świadek (to jest Christina S.), który

przez krótki moment (podanie telefonicznego aparatu komórkowego) widział Jacka J. nie zauważył wyraźnych oznak skaleczenia, a mogło to być

spowodowane zarówno chwilowością tego kontaktu, jak i tym, że Jacek J.

był przy tym kontakcie kompletnie ubrany, a nie zostało ustalone, w jakim

miejscu jego ciała doszło do naruszenia ciągłości tkanki, powodującego

krwawienie.

Równie dowolne jest wywodzenie przez obrońcę kategorycznych

wniosków o braku możliwości sprawstwa Jacka J., jak i samo twierdzenie

obrońcy, że „sprawca poruszał się jedynie w obrębie wejścia do domu

mieszkalnego S.” Bowiem po pierwsze, jeśli sprawców było kilku (co najmniej dwóch), to tylko niektórzy z nich mogli mieć podeszwy obuwia pobrudzone krwią ofiar, i jest rzeczą niewykluczoną, że Jacek J. nie pozostawiał

śladów traseologicznych. Po drugie, wystarczy dokładny ogląd dowodu

(...), by dojść do wniosku, że także w pobliżu miejsca zabezpieczenia kropel krwi, które zidentyfikowano jako krew Jacka J., znajduje się ślad traseologiczny, tyle tylko, że o wiele bardziej dyskretny (zatarty) niż w obrębie

wejścia do mieszkania. Proste doświadczenie życiowe wskazuje także, że

równie nieuprawnione jest wysnuwanie jakichkolwiek wniosków, mających

eliminować możliwość obecności Jacka J. na miejscu zdarzenia, z tego

faktu, że ślady obuwia, które pozostawił jeden z napastników mają rozmiar

„pomiędzy 43 a 45” (niewykluczone więc, że 43), zaś „oskarżony Jacek J.

wskazał, iż jego rozmiar obuwia to 42”. Wadliwości rozumowania można

byłoby wskazywać dopiero wówczas, gdyby sądy z zabezpieczonych śladów traseologicznych wyprowadzały jakiekolwiek wiążące wnioski. Tymczasem w zaskarżonym wyroku i poprzedzającym go wyroku Sądu Okręgowego dowód ten został prawidłowo zrelacjonowany i równie prawidłowo

oceniony jako grupa śladów, które nie mogą mieć ani żadnego znaczenia

identyfikującego, ale też i żadnego znaczenia eliminującego.

Jawnie nierzetelny albo świadczący o tym, że autor skargi zbyt pobieżnie zapoznał się z uzasadnieniami wyroków Sądów obu instancji jest

zarzut rzekomego naruszenia art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k. W tym miejscu wywodu przypomnieć raz jeszcze należy, że Sąd drugiej instancji w ogóle nie

mógł naruszyć tego przepisu, albowiem nie wydając wyroku o charakterze

reformatoryjnym miał obowiązek dostosować treść swego uzasadnienia

jedynie do treści art. 457 § 3 k.p.k., ale już nie do treści art. 424 § 1 pkt 1

k.p.k. Co jednak najistotniejsze, także i Sąd a quo nie obraził tego przepisu. Jego rzekomego naruszenia obrońca upatruje bowiem w tym, że „w

żadnej mierze nie odniósł się do wyjaśnień oskarżonego złożonych co do

jego alibi określonego na dzień dokonania zbrodni”. Pozostaje to w oczywistej sprzeczności z zestawieniem treści uzasadnienia (w którym zrelacjonowane jest to „alibi”, mające polegać na rzekomej obecności na posesji

świadków K.) oraz innej jego części (w której oceniona jest zarówno wiarygodność wersji, iż Arthur B. ustalał z małżonkami K. prowadzenie w krytycznym dniu prac murarskich na ich posesji, jak i co najistotniejsze – z

odwołaniem się do treści zeznań figurujących na stosownych kartach akt

sprawy – wiarygodność samego alibi, którego świadkowie T. i K. nie potwierdzili, zeznając, że nie widzieli żadnych robotników przy murze).

W ramach zarzutu naruszenia art. 7 k.p.k., którego obraza miała polegać – jak twierdzi obrońca – na uwzględnieniu jedynie okoliczności na

niekorzyść oskarżonego i „oderwaniu” sędziowskich ocen od wskazań logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego, autor kasacji starał się podważyć

dwa fundamentalne dowody, mające decydujące znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, to jest wyniki ekspertyzy daktyloskopijnej oraz ekspertyzy

serologicznej. Rzecz jednak w tym, że to właśnie założenia, do których odwołuje się obrońca, rażą tak dalece posuniętą dowolnością, iż zasadnie,

choć może nieco zbyt dosadnie, Sąd Apelacyjny określił je jako „po prostu

absurdalne”. W swych twierdzeniach obrońca nie zawahał się, bez przedstawienia na tę okoliczność żadnych dowodów, snując czyste domysły, wysunąć pod adresem policji niemieckiej już nie tylko zarzut, że ta a priori

przyjęła sprawstwo braci J., ale także wyraźną sugestię (wyrazem czego są

sformułowania typu: „zaczęły <<pojawiać się>> dowody winy i sprawstwa”)

wręcz przestępnego spreparowania dwóch centralnych dowodów, a to

ujawnionych na kartoniku-osłonie noża, znalezionym na miejscu zabójstwa

Urszuli L., śladów odcisków palców Jacka J. oraz ujawnionych w mieszkaniu Ulriki S. śladów krwi, na podstawie których zweryfikowano cechy osobnicze DNA tego skazanego. Z całą mocą podkreślić należy, że do prezentowania w niniejszej sprawie tez o braku rzetelności policji niemieckiej, brak

jest jakichkolwiek podstaw. Były one lansowane w jeszcze bardziej wyrazistej formie już we wcześniejszej fazie postępowania, gdy to sugerowano

prowadzenie wewnętrznego postępowania wyjaśniającego na terenie Niemiec, które rzekomo miało wykazać nieprawidłowości śledztwa. Sądy polskie zbadały także i tę okoliczność. Sugestie tego typu nie znalazły żadnego potwierdzenia, o czym świadczy oświadczenie Policji w Moguncji. Brak

logiki  delikatnie rzecz ujmując - w wysuwaniu tego typu stwierdzeń, najlepiej widoczny jest przy porównaniu daty, w jakiej zabezpieczone zostały

do ekspertyzy ślady krwi na miejscu zdarzenia oraz daty, w jakiej krew zo-

stała pobrana od Jacka J. do badań porównawczych oraz przy zestawieniu

daty zabezpieczenia śladów daktyloskopijnych na kartonikupochewce noża z datą pobrania odcisków palców od skazanego. Niemieckie organa

ścigania nie mogły przyjmować „a priori sprawstwa braci J.”, gdyż w momencie zabezpieczania tych dowodów były one śladami pochodzącymi od

osób nieoznaczonych, które należało dopiero poddać procesowi identyfikacji.

Rażącą wręcz naiwnością charakteryzują się wywody obrońcy, że

przedmiot, na którym ujawniono ślady odcisków palców oskarżonego, „nie

musiał być to kartonik pozostawiony przez Jacka J.”, bowiem niegdyś

„oskarżony J. nosił kartonowe pudła do domu Państwa S.”. Konstruowanie

spiskowej teorii, w myśl której ktoś miałby zabezpieczać kartonowe pudło, z

którym miał styczność skazany, aby uformować z niego niewielką pochewkę (ocenioną zresztą przez organa ścigania jako typowa, fabryczna osłona,

jakiej w Niemczech używa się do zabezpieczania ostrza noży), na której

pozostanie odcisk palca Jacka J., „podrzucony” na miejscu zbrodni, bardziej pasuje do taniej powieści kryminalnej niż do pisma procesowego 

kasacji, mającego odwoływać się do ujawnionych w sprawie dowodów. Sugerowanie zaś w kasacji, że takie właśnie założenie miałby obowiązek

przyjąć – w ramach dyrektyw określonych w art. 7 k.p.k. – sąd orzekający,

zwalnia od jakichkolwiek dalszych wywodów w tej materii.

Równie dalekie od rzetelności i racjonalności jest stanowisko obrońcy

związane z ujawnionymi w mieszkaniu S. trzema kroplami krwi, które – jak

wykazały badania DNA – stanowiły krew skazanego Jacka J. W żadnym

wypadku nie można podzielić tezy obrońcy, aby przy ocenie tego właśnie

dowodu sądy rozstrzygnęły na niekorzyść Jacka J. jakiekolwiek rozsądnie

rysujące się wątpliwości, „domniemając” – jak to określa autor kasacji –

obecność tego skazanego na miejscu zbrodni rankiem dnia 22 września

2000 r. Po pierwsze, całkowicie mija się z prawdą twierdzenie obrońcy, że

polscy biegli, to jest dr Jacek M. i Krzysztof K., „nie byli w stanie wskazać w

jednoznaczny sposób, czy ślady krwi zabezpieczone na miejscu zbrodni

zostały pozostawione przez Jacka J.”. Biegli ci, tak jak i przesłuchany z zachowaniem zasady bezpośredniości przed polskim sądem biegły niemiecki

dr Hans K., stwierdzili, że zabezpieczone ślady krwi z prawdopodobieństwem równym pewności, wynoszącym bowiem 1:2 500 000 000 (procentowo zaś 99,999999 %), pochodzą od Jacka J. Polski biegły podkreślił przy

tym, że przy badaniu DNA „metodyka, którą posłużyła się strona niemiecka

i techniki stanowią standard ogólnoświatowy. Nie wiadomo mi o bardziej

nowoczesnej metodzie”. Po drugie, stwierdzenie, że polscy biegli dopuszczali tzw. przeniesienie śladów na miejsce zdarzenia, jest nadużyciem, albowiem wypowiedź biegłego K. w tej materii miała charakter czysto teoretyczny, nie zaś oznajmiający. Teoretycznie, rzecz jasna, zawsze możliwe

jest przeniesienie śladu krwi. Wymagałoby to jednak wskazania przez wysuwającego taką tezę okoliczności przemawiających za dokonaniem przestępnej manipulacji dowodami, poprzez przynajmniej uprawdopodobnienie

tego, kto, kiedy i w jakich okolicznościach wszedł w posiadanie próbki krwi

oskarżonego, a następnie w sposób instrumentalny „podrzucił” ją na miejsce zbrodni. Żadne okoliczności ujawnione w sprawie nie pozwalają na

przyjęcie takiej teoretycznej możliwości za fakt realny, zaś gołosłowne odwoływanie się do niej nie ma nic wspólnego z dyrektywami oceny dowodów

wskazanymi, czy to w art. 7, czy to w art. 5 § 2 k.p.k. Po trzecie, musiał sobie uświadamiać karkołomność głoszonej tezy sam obrońca, skoro obok

owej spiskowej teorii, szerszy wywód poświęca możliwości znalezienia się

krwi Jacka J. w miejscu jej ujawnienia w sposób naturalny, tyle tylko, że

niezwiązany z dniem zbrodni. Także i ten wywód stanowi jednak całkowicie

dowolną polemikę z ujawnionymi w sprawie dowodami, wykluczającymi taką ewentualność. Brak jest jakichkolwiek racjonalnych powodów, aby podważyć wiarygodność zeznań świadka Eriki S., w świetle których krytyczne

miejsce zostało dokładnie sprzątnięte w środę – 20 września 2000 r., a z

wyjaśnień samego skazanego wynika, że po tym dniu w ogóle nie był już

obecny w majątku B. Co więcej, uważna analiza materiału dowodowego

prowadzi do wniosku, że świadek S. sprzątała krytyczne miejsce także i w

poniedziałek – 18 września 2000 r., a także i w tym dniu Jacek J. nie prowadził prac wewnątrz mieszkania S., i już w godzinach południowych wyjechał do Polski. Obrońca snując noszącą cechy całkowitej dowolności teorię, nie zwraca uwagi nawet na to, że z wyjaśnień samego skazanego Jacka J. bynajmniej nie wynika bądź to okoliczność skaleczenia się w czasie

bytności w mieszkaniu S. bądź to okoliczność korzystania ze znajdującej

się w tym lokum apteczki, po uprzednim zranieniu się w innym miejscu posesji B. Enigmatyczne, poczynione wyraźnie na użytek linii obrony, wyjaśnienie, że nie wyklucza on tego, iż krwawił w B. „w jakichś pomieszczeniach, wykonując prace”, w żaden sposób nie tłumaczy obecności jego krwi

w mieszkaniu S. Tak więc, potencjalne ustalenie, że ślady krwi w mieszkaniu S. zostały pozostawione przez Jacka J. w dacie wcześniejszej niż dnia

22 września 2000 r., nosiłyby cechy całkowitej dowolności, nie znajdując

wsparcia w dowodach ujawnionych w sprawie.

Przyznać natomiast należy, że nie jest pozbawiony racji ostatni zarzut kasacji, nawiązujący do treści art. 5 § 2 k.p.k. Już w tym miejscu wskazać jednak należy, że uchybienie to nie mogło mieć, zdaniem Sądu kasacyjnego, wpływu na treść wydanego orzeczenia. W trzech kwestiach Sąd

Okręgowy przyjął ustalenia, które nie zostały poparte żadnymi konkretnymi

dowodami, a w konsekwencji stanowią w tych punktach - tak jak określił to

obrońca – „nieuprawnione domniemanie”. Sąd odwoławczy, pomimo zakwestionowania tych trzech ustaleń także i w skardze apelacyjnej obrońcy,

nie wyeliminował ich z podstawy faktycznej wyroku, a tym samym – jak należy założyć – milcząco je zaaprobował, powielając błąd sądu a quo.

Szczególne zdziwienie budzi to, że jedno z tych ustaleń zostało zasadnie

zakwestionowane przez Sąd ad quem przy rozważaniu sytuacji procesowej

współoskarżonego Marka J., zaś nie zostało skorygowane w odniesieniu

do Jacka J. Tak więc, po pierwsze, brak jest pewnego dowodu, aby przyjąć, że podczas spotkania Artura B. z Jackiem i Markiem J., które odbyło

się dnia 21 września 2000 r. w hotelu, „była mowa o planach dotyczących

napadu i zamordowania kobiet zamieszkałych w Bosenhof. O ile, bowiem

w oparciu o pozytywne dowody ustalić można było, że do takiego spotkania doszło, o tyle poczynione przez sąd a quo określenie tematyki rozmów

prowadzonych w trakcie spotkania stanowi już jedynie spekulację myślową.

Domysł ten jest, rzecz jasna, wysoce prawdopodobny, ale poczyniony z

naruszeniem fundamentalnych reguł dowodzenia w procesie karnym. Po

drugie, brak jest wystarczająco pewnej podstawy dowodowej do przyjęcia

ustalenia, że Jacek J. w dniu 21 września 2000 r. przywiózł z Polski do

Niemiec „nieustalonego mężczyznę”, który miał współdziałać przy popełnieniu zaplanowanej zbrodni. Także i ta hipoteza jest bardzo wysoce prawdopodobna, ale nie została udowodniona, albowiem mające ją uzasadniać

dowody (tzw. billingi sporządzone przez operatorów telefonii komórkowej),

dokumentujące szereg rozmów telefonicznych Arthura B. z przebywającym

w dniach 19-21 września 2000 r. w Polsce Jackiem J., nie pozwalają na

odtworzenie samej treści tych rozmów. Wreszcie po trzecie, brak jest jednoznacznego dowodu pozwalającego na ustalenie, że Jacek J. „miał

krwawiącą ranę kąsaną”. Pewne jest bowiem jedynie to, że rankiem dnia

22 września 2000 r. doszło na posesji B. u Jacka J. do takiego naruszenia

ciągłości tkanki, które spowodowało krwawienie, natomiast brak jest pewności co do mechanizmu tego zranienia. Równie dobrze mogło ono bowiem nastąpić w wyniku samoskaleczenia w trakcie operowania przez Jacka J. ostrzem przy dokonywaniu zabójstwa pierwszej (lub drugiej) z ofiar,

bądź to w trakcie ochraniania przez oskarżonego innego sprawcy lub siebie samego przed atakami psa Urszuli L.

Jak to zostanie wykazane w ostatniej części niniejszego uzasadnienia, usunięcie z łańcucha faktów udowodnionych wszystkich trzech powyższych ustaleń nie powoduje jednak takiego zdekomponowania zespołu

okoliczności udowodnionych bez żadnych wątpliwości, które prowadziłoby

do obalenia tezy o przypisanym Jackowi J. udziale w zbrodni popełnionej w

majątku B. Jak słusznie bowiem wskazano w piśmiennictwie, nie jest zasadny pogląd, że w procesie poszlakowym, gdy jedno ogniwo odpadnie,

wówczas cały łańcuch rozpada się, a poszlaki i każdy dowód z osobna tracą znaczenie. Wszystko bowiem zależy od charakteru tych dowodów, które

pozostały niewzruszone i które można i należy ocenić całkowicie jednoznacznie (zob. szerzej J. Nelken: Dowód poszlakowy w procesie karnym,

Warszawa 1970, s. 87 i nast.).

Przed przystąpieniem do tego najistotniejszego fragmentu wywodu

należy też podkreślić, że nie jest zasadne twierdzenie, iż dowód poszlakowy sprawstwa czynu zarzucanego określonej osobie jest „mniej wartościowy” od dowodu o charakterze bezpośrednim (np. zeznań bezpośredniego

świadka lub nawet przyznania się oskarżonego). Również w procesie, w

którym sprawstwo ustalone jest w oparciu o dowody bezpośrednie nigdy

sąd nie ma „bezwzględnej” pewności prawdziwości ustalonych faktów (zeznania, a nawet samooskarżenie mogą okazać się fałszywe). Tak więc,

pewność osiągana w postępowaniu karnym nie ma cech pewności matematycznej, lecz jest prawdopodobieństwem tak wysokiego stopnia, że z

punktu widzenia potrzeb praktycznych procesu karnego można mówić o

pewności (por. Nelken: op. cit., s. 74 i nast.; Z. Papierkowski: Dowód poszlakowy w postępowaniu karnym. Studium procesowo-prawne, Lublin

1933, s. 94 i nast. oraz wskazaną tam dalszą literaturę). Taka pewność została osiągnięta w toku niniejszego postępowania w oparciu o następujące

środki dowodowe:

1. Ustalony na podstawie zeznań szeregu świadków brak możliwości

uznania obecności skazanego Jacka J. na posesji B. wczesnym rankiem

dnia 22 września 2000 r. za związaną z jego zatrudnieniem lub za czysto

przypadkową.

Żaden z dowodów przeprowadzonych w sprawie nie pozwala na

przyjęcie, aby Jacek J. znalazł się w godzinach rannych dnia 22 września

2000 r. na posesji B. w związku z zatrudnieniem przy prowadzonych tam

pracach lub w sposób przypadkowy. Po pierwsze, nigdy o tej porze nie

rozpoczynał on pracy w majętności Karin L. Robotnicy pojawiali się bowiem

w B. nie wcześniej niż o godz. 7.00. Po drugie, tego dnia rzekomo miał być

skierowany do robót w zupełnie inne miejsce. Po trzecie, sam skazany

twierdzi, że ostatnim dniem jego pobytu w B. był poniedziałek – 18 września 2000 r. Elementarne zasady logiki nakazują zatem przyjąć, że jeśli w

oparciu o inne środki dowodowe zostało ustalone, że był on jednak w B.

obecny krytycznego ranka, to obecność ta była powiązana przyczynowo z

dokonaną tam zbrodnią.

2. Analizę kryminalistyczną wydarzeń, które rozegrały się w majątku

B. wczesnym rankiem w dniu 22 września 2000 r., wykluczającą eksces w

działaniu któregokolwiek ze sprawców.

Analiza ta obejmowała tzw. modus operandi sprawców, ktokolwiek by

do nich nie należał, oraz odtworzenie - na podstawie pewnych i niekwestionowanych w toku procesu śladów kryminalistycznych - kolejności dokonanych zabójstw. Prowadzi ona do wniosku o charakterze pewnym, że te

osoby, które znalazły się krytycznego ranka w B. w celu popełnienia czynu

zabronionego, działały nie z zamiarem dokonania jakiegokolwiek innego

czynu (a następnie, np. w wyniku splotu okoliczności, zamiar ten zmieniły

lub też zostały zaskoczone ekscesem któregokolwiek ze sprawców), ale

właśnie z bezpośrednim zamiarem zabójstwa, stanowiącego realizację

podjętego i uzgodnionego wcześniej planu. Gdyby zamiarem sprawców

było dokonanie jedynie kradzieży lub rabunku pieniędzy rzekomo przechowywanych przez Karin L. w jej mieszkaniu, a nie – wykonanie zbrodniczego

„zamówienia” Rupertusa S., kierującego się motywem prawidłowo ustalonym przez sądy niższych instancji, udaliby się oni w pierwszej kolejności do

pomieszczeń zajmowanych przez starszą panią L. W konsekwencji kolejność dokonanych zabójstw byłaby odmienna od ustalonej. Przy przyjęciu

zaś założenia, że zostaliby zaskoczeni przez pozostałe mieszkanki posesji,

co wymusiło zmianę planu działań, ciała pozostałych dwóch ofiar znalezione zostałyby w innych miejscach, a mianowicie w pobliżu pomieszczenia

starszej pani L. Skierowanie się przez sprawców w pierwszej kolejności do

pomieszczeń zajmowanych przez Urszulę L., a więc przez osobę, której

zgon – jak to prawidłowo ustala Sąd Okręgowy – spowodowany został wyłącznie po to, aby skierować podejrzenie co do motywów zbrodni w fałszywą stronę i aby zapobiec ryzyku pozostawienia jakiegokolwiek dorosłego

świadka tejże zbrodni, świadczy o tym, że od samego początku planem

sprawców objęte było zabójstwo wszystkich trzech dorosłych mieszkanek

B. W tym miejscu, niejako na marginesie, wskazać należy, że Sąd Najwyższy jest zdania, iż nie przekracza granic swobodnej oceny dowodów wywód zawarty w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego, dokumentujący

przyjęcie założenia (zresztą niekwestionowanego w skardze kasacyjnej),

że „musiały działać co najmniej 2 osoby”, zaś ustaleniu temu nie przeczy

treść opinii biegłych prof. Barbary Ś. i dr Jerzego K., których uwaga, iż obrażenia „mogła spowodować jedna osoba” ma charakter teoretyczny i odnosi się jedynie do faktu zadania obrażeń ofiarom, nie zaś do całości

przedsięwziętej akcji. Co więcej, dla przyjęcia ustalenia, że rany u wszystkich trzech ofiar miały bardzo podobny charakter i lokalizację, co przemawia za hipotezą, że śmiertelne obrażenia zadawane były przez tę samą

osobę, nie była potrzebna w realiach niniejszej sprawy nawet wiedza specjalistyczna. Taka wiedza specjalistyczna nie jest jednakże potrzebna także

i dla przyjęcia ustalenia, że charakter obrażeń zadanych ofiarom przez któregokolwiek ze współsprawców oraz okoliczności ich zadawania nie pozostawiają jakiegokolwiek marginesu dla powzięcia wątpliwości, czy cel ich

zadawania był objęty zamiarem wszystkich osób współdziałających i czy

stanowić mógł on dla którejkolwiek z nich zaskoczenie.

3. Ślady materialne dokumentujące obecność Jacka J. w posiadłości

B. w trakcie dokonywania zabójstw.

Na miejscu zbrodni ujawnione zostały zarówno ślady linii papilarnych

Jacka J. (na kartonowej osłonie ostrza noża, zabezpieczonej przy zwłokach

Urszuli L.), jak i ślady jego krwi (na kafelkach w mieszkaniu S.). Wykluczeniu zgłaszanych przez obronę zastrzeżeń, że ślady te mogły pochodzić z

wcześniejszego okresu lub też, że zostały tam instrumentalnie naniesione,

w celu skierowania podejrzeń wobec Jacka J., poświęcone zostały wywody

przedstawione w innych partiach niniejszego uzasadnienia. W tym fragmencie wypada zatem wskazać jedynie to, dlaczego połączenie elementów

dowodowych wymienionych wyżej w pkt. 1-3 przemawia za przypisaniem

Jackowi J. zabójstw w formie zjawiskowej współsprawstwa, a nie jedynie

pomocnictwa. Rzeczywiście, ujawnione dowody nie pozwalają na takie

domknięcie łańcucha poszlak, które pozwalałoby w sposób pewny stwierdzić, że osobą zadającą ofiarom śmiertelne obrażenia był Jacek J. Jeśli

jednak nawet przyjąć założenie dlań najkorzystniejsze, że obecność jego

miała służyć jedynie zabezpieczeniu terenu, ewentualnej sygnalizacji pojawiania się osób niepożądanych oraz udzielenia osobie bezpośrednio zadającej obrażenia ochrony (tzw. obstawy), to jego wkład w dokonaną zbrodnię sądy miały prawo ocenić, w świetle tzw. teorii materialno – obiektywnej,

jako współsprawstwo. W myśl tej teorii, współsprawstwem, a nie pomocnictwem, jest oparte na porozumieniu wspólne wykonanie czynu zabronionego, które charakteryzuje się odgrywaniem istotnej roli w procesie realizacji

ustawowych znamion czynu zabronionego i bynajmniej nie musi wiązać się

z „własnoręcznym” wykonywaniu czynności odpowiadającej tzw. znamieniu

czasownikowemu danego czynu zabronionego (por. np. A. Wąsek: Kodeks

karny. Komentarz, Gdańsk 1999, t. I, s. 251-252). Pozostawione przez

Jacka J. na miejscu zbrodni ślady materialne świadczą zresztą o jego

czynnym udziale w przebiegu wydarzeń, a nie jedynie o tzw. staniu na czatach. Po pierwsze, ujawnione ślady linii papilarnych dowodzą, że albo również on uzbrojony był w ostrze, a nie sposób jedynie ustalić tego, czy

ostrzem tym zadane zostały ofiarom obrażenia, albo co najmniej zdejmował on osłonę z ostrza, którym w toku wydarzeń operował inny współsprawca. Jeśli nawet ostrze to zostało użyte nie do zranienia ofiar, ale do

skaleczenia psa Urszuli L., broniącego swej pani, to działanie to stanowiło

istotny wkład w rozwijającą się akcję przestępczą, która bez tego elementu

mogła przybrać inny przebieg. Po drugie, ujawnione ślady DNA dowodzą,

że Jacek J. na miejscu wydarzeń uległ zranieniu, a dojść do tego mogło

jedynie w wypadku jego czynnego udziału w zdarzeniach. Jak już była o

tym wyżej mowa, nie jest wykluczone, że do zranienia tego doszło w wyniku operowania przezeń ostrzem przy samym zadawaniu obrażeń ofiarom.

Ustalenia takiego jednak, z uwagi na prawidłowo stosowany art. 5 § 2

k.p.k., nie można było w sprawie poczynić. Najkorzystniejszą zatem wersją

- z punktu widzenia udziału oskarżonego w przestępstwie - jest ta, którą

przyjęto w prawomocnym wyroku, to jest pokąsanie przez broniącego swej

pani psa, lub ta, iż do zranienia doszło przy próbie unieszkodliwienia tego

psa wyjętym ostrzem. Niezależnie jednak od przyjętej wersji, uznać należy

za udowodniony istotny udział Jacka J. w przebiegu zdarzenia, albowiem

pies nie atakowałby biernego obserwatora wydarzeń, zaś papierowa osłona ostrza porzucona została w bezpośredniej bliskości zwłok Urszuli L.

Już tylko spięcie klamrą trzech wskazanych wyżej dowodów prowadzi w sposób pewny do przyjęcia faktu głównego – współsprawstwa Jacka

J. w zabójstwach dokonanych w majątku B. Sąd Najwyższy nie uważa na-

wet za konieczne odwoływanie się do dodatkowych poszlak, takich jak zaskakująca częstotliwość telefonicznych kontaktów Arthura B. z Jackiem J.

w dniach poprzedzających zbrodnię, do mogącej budzić zdziwienie rozrzutności skazanego w tymże okresie czasu, przejawiającej się w podróżowaniu taksówką z Głuchołaz i Katowic do granicy niemieckiej w Zgorzelcu, czy też do nader podejrzanych okoliczności opuszczenia przez braci J.

terytorium Niemiec (spakowanie wszystkich rzeczy poprzedniego dnia,

przyjazd przez Jacka J. w czwartek po południu i pospieszny wyjazd już w

piątek w godzinach rannych) oraz do nieudolnie – w świetle zeznań świadków K. – budowanego tzw. alibi. Zaznaczyć też trzeba na koniec, że drugorzędne znaczenie ma to, czy plan przestępstwa zrodził się w bezpośrednich rozmowach skazanego z Rupertusem S., czy też pośrednikiem w angażowaniu Jacka J. w zbrodnicze przedsięwzięcie był Arthur B. Dlatego

też, nie tylko z uwagi na treść art. 8 k.p.k., nie może mieć decydującego

znaczenia dla rozstrzygnięć polskich sądów treść prawomocnych wyroków

sądów niemieckich, zapadłych w sprawach Rupertusa S. oraz Arthura B.

Wymiar kary orzeczonej wobec Jacka J. nie podlegał, z uwagi na

istotę postępowania kasacyjnego i treść art. 523 § 1 in fine k.p.k., kontroli

Sądu Najwyższego. (...)